Turystyczna pułapka na studentów. Kraków oczami mieszkanki

Kilka lat uczestniczącej obserwacji miejskiego życia utwierdziło nas w przekonaniu, że lubimy Kraków. Pojawiło się jednak pytanie – czy Kraków lubi nas?

Kraków bez wątpienia jest turystyczną wizytówką Polski. Według danych Małopolskiej Organizacji Turystycznej w 2019 odwiedziło go 14 milionów turystów – znacznie większa Warszawa ugościła 10 milionów (raport Stołecznego Biura Turystyki). Owe miliony przyjezdnych, zarówno z kraju, jak i zza granicy, spacerują ulicami Rynku. Wiele osób spędza tu kilkudniowe wakacje. Zachwyceni widokiem na Wawel z nowocześnie urządzonego apartamentu nie mogą uwierzyć, że ich przyjaciele mieszkający tu na stałe nie podzielają ich entuzjazmu.

Na Rynku codziennie od rana do późnych godzin nocnych tętni życie. Miejsce to od początku istnienia było sercem miejskiej społeczności. W obrębie kilkuset metrów można zjeść obiad w zabytkowej kamienicy, posłuchać słynnego hejnału mariackiego i muzyki rozbrzmiewającej w „Piwnicy pod Baranami”. Do centrum da się dojechać bezpośrednio praktycznie z każdej części miasta. Tylko po co?

Do Krakowa obie przyjechałyśmy na studia. Perspektywa uczenia się w tym mieście była dla nas i wielu naszych znajomych spełnieniem marzeń.

Emilka Przeprowadziłam się do Krakowa z Warszawy. Po licealnej wycieczce Kraków jawił mi się jako idealna równowaga między wszystkimi zaletami dużego miasta, a wolniejszym sposobem życia. Imponowało mi, że Uniwersytet, na którym będę studiować, jest najstarszy w Polsce, a zajęcia odbywają się w zabytkowych budynkach. Oczywiście wszystko to było po części prawdą, jednak nikt nie powiedział mi, że rzeczywistość będzie wyglądała nieco inaczej. Że po pierwszym miesiącu ma się serdecznie dość przyjeżdżania codziennie w miejsce, gdzie na odcinku stu metrów między przystankiem, a uczelnią mijasz dwie dorożki i trzy zagraniczne wycieczki. I że obwarzanki też przestają smakować, kiedy je się je codziennie. Kraków miewa swoje wspaniałe momenty – czasami mam jednak wrażenie, że centrum miasta najchętniej zostałoby skansenem dla turystów, mieszkańcy zaś muszą się zadowolić licznymi osiedlami, wyrastającymi jak grzyby po deszczu w najdziwniejszych miejscach, spełniając marzenia chciwych deweloperów żerujących na sfrustrowanych kosmicznie drogim najmem Krakowiankach i Krakowiakach.

Paula Studia w Krakowie były dla mnie marzeniem, odkąd poznałam ideę studiowania. Nieważne, na którym etapie marzeń o karierze byłam, jako dziecko wiedziałam, że będę studiować w Krakowie. Z każdą wizytą coraz bardziej przywiązywałam się do wizji mieszkania w starej kamienicy, zza okien której słychać hejnał. Bo przecież tak wygląda życie w Krakowie! Czar prysł w momencie, gdy okazało się, że muszę zorganizować przeprowadzkę. Zamiast pięknej, słonecznej kamienicy wybrać musiałam pomiędzy zagrzybioną ruderą w centrum, a klitką w standardzie Ikea na jednym z PRL-owskich osiedli. Wybór padł na to drugie – głównie za sprawą rodziców, patrzących sprawę trzeźwiej, niż rozmarzona dziewiętnastolatka. Pomimo zmiany planów mieszkaniowych wciąż chętnie spacerowałam po Starym Mieście. Działo się raczej okazjonalnie, ponieważ nie było mi dane studiować w tej okolicy. Ciemniejszą stronę życia na Rynku dostrzegłam rok później, gdy dostałam pracę w kawiarni przy Floriańskiej. Codzienna trasa wymagała omijania kilku zagranicznych wycieczek w meleksach oraz kilkunastu osób zachęcających do skorzystania z usług restauracji lub pubu. Po wieczornej zmianie musiałam mijać grupy nietrzeźwych, często natarczywych osób. Mój zachwyt krakowskim Rynkiem malał, a gdy odwiedzali mnie znajomi z innych miast modliłam się, żeby nie chcieli spędzać tam czasu. Kraków dla mnie wciąż ma w sobie urok, jednak po pięciu latach mieszkania w nim nauczyłam się doceniać miasto za miejsca, które są bardziej przyjazne mieszkańcom niż turystom.

W Krakowie wiele rzeczy nas uwiera. W tym cyklu chciałybyśmy przybliżyć stolicę Małopolski z naszej perspektywy i pokazać jej ciemne i jasne strony. Zadamy pytania – czemu w 2021 roku pojazdy w mieście ciągną żywe zwierzęta? Ilu deweloperów potrzeba, aby wyeliminować zieleń z przestrzeni miejskiej? Czemu meleksy chcą nas zabić, jeśli tylko wejdziemy na teren Kazimierza?

Po kilku latach dalej lubimy Kraków, choć nie jesteśmy pewne, czy Kraków lubi nas. Różowe okulary opadły i chciałybyśmy, żeby miasto zaczęło się zmieniać. Postaramy się przybliżyć różne perspektywy na kwestie społeczne i miejskie oraz zastanowić się, czemu studenci, którzy przyjechali tu spełniać swoje marzenia, uciekają zaraz po odebraniu dyplomu.

zdjęcie z archiwum autorek

magazyn malkontent

Nowy numer 3/21 już dostępny online oraz w salonach EMPiK

Nasze inne posty

Towarzystwo „Zniechęty” Sztuk Pięknych

Uwolniony od jarzma ministrowania sportem Piotr Gliński ma znowu okazję do nadania kulturze „dobrozmiennych” walorów. Wiedzieliśmy od dawna, że w budynku przy Małachowskiego nie ostanie się na kolejną kadencję dyrektorka Hanna Wróblewska.

Read More »

Nie przegap nowych artykułów

Zapisz się na nasz newsletter.

Ta strona korzysta z plików cookies. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, zmień ustawienia przeglądarki.