Towarzystwo „Zniechęty” Sztuk Pięknych

Uwolniony od jarzma ministrowania sportem Piotr Gliński ma znowu okazję do nadania kulturze „dobrozmiennych” walorów. Wiedzieliśmy od dawna, że w budynku przy Małachowskiego nie ostanie się na kolejną kadencję dyrektorka Hanna Wróblewska. Pomimo prób i ledwie ciepłych apeli środowiskowych wiadomo było, że czeka nas kolejny kapiszon ze strony kulturalnych władz. Pewności jeszcze nie ma, dokumentów również, ale wszystko wskazuje, że najmocniejszym nazwiskiem w stajni prawicowej kultury do objęcia sterów Zachęty jest Janusz Janowski. Kto? I to właśnie jest dobre pytanie.

Najważniejszą pozycją z jego CV zdaje się być kierowanie praktycznie martwym i nieciekawym ZPAPem, który od wielu lat jest znakiem rozpoznawczym sztuki bazarowej i de facto pogrążonej we własnej, nieczytelnej dla kogokolwiek, teorii kultury.

Od początków panowania „dobrej zmiany” odnosiliśmy wrażenie, że w Zachęcie tworzy się wystawy grzeczne i dokładne – nie było jakiś wielkich wyskoków w politykę a jedynym ‘edgy’ elementem wizerunkowym jest stojąca przed wejściem „Tęcza” Marka Sobczyka. Podejrzewaliśmy, że ta taktyka jest metodą przeczekania smrodu unoszącego się nad publicznymi instytucjami kultury. Jak się okazuje, najpewniej ta metoda na niewiele się zdała.

Po „Cudzie w Pawilonie nad Wisłą”, kiedy Joanna Mytkowska została na swoim stanowisku, a jedynym gwałtem na dobrym smaku było podmienienie kilku nazwisk w Radzie Muzeum, nie do końca wiadomo było jaką strategię rozgrywa „góra”. Najważniejszym rozdziałem przecież w całej tej potyczce jest mianowanie Piotra Bernatowicza na dyrektora CSW Zamek Ujazdowski. Nie powiem, że trzymaliśmy kciuki, żeby mu się nie udało. Stało się to bez naszego dopingu, w Zamku straszy ubrana w kostium sztuki współczesnej prostacka groteska kultury takich twórców jak Jacka Adamasa czy też Wojciecha Korkucia. Nie wspominając oczywiście całej sytuacji z wystawianiem Dana Parka, który nie widzi problemu w ustawianiu puszek z napisem „Cyklon B” w sąsiedztwie synagogi.

Po co ta tyrada o CSW w tekście o Zachęcie? Dlatego, że Janusz Janowski wpisuje się w „dobrozmienną” retorykę mówiąc o „antyludzkiej ideologii LGBT”. Kolejnym cytatem, który mogłyby być jeźdźcem apokalipsy dla renomy Zachęty może być wypowiedź z Polskiego Radia: „Obowiązująca narracja opisująca sztukę jest ugruntowana w lewicowym paradygmacie kultury, zaciemniającym rzeczywistą istotę sztuki i odrywającym sztukę od jej historycznych korzeni.”. Cytując za GW, stwierdzić też miał, że „po czterech latach „dobrej zmiany” wyraził rozczarowanie, że przemiany w sztuce nie postępują tak szybko, jak powinny – mimo rządów PiS”.

Paradoks sztuki w Polsce polega na tym, że jest zbyt małym rynkiem, żeby tworzyć silne prywatne instytucje kultury. Kolejne władze też nie są na tyle odważne, żeby uniezależnić kulturę od własnych decyzji politycznych w obawie przed krytyką. Takie kompetencje dane ludziom, którzy chcą zdobywać elektorat za pomocą propagandy, dążą w efekcie wyłącznie do degradacji tworzonego przez lata, mozolnie, kapitału społecznego do odbierania sztuki. Jako zachowawcza galeria, Zachęta była doskonałym miejscem dla ludzi, którzy o sztuce chcieli się czegoś dowiedzieć. Nie tylko dla wykształconych kierunkowo specjalistów, ale też dla tych, którzy sztuką i kulturą nie zajmują się na co dzień. Wytworzony głównie w oparach prawicowej paranoi „marksizm kulturowy” czy „lewicowa kultura” są w istocie realnym odzwierciedleniem stanu dzisiejszej sztuki, nie tylko polskiej, ale i światowej. Przekazywanie obłąkanym swoją teorią sztuki opartej głównie na frustracji spowodowanej wykluczeniem środowiskowym osobom jest dawaniem ostrego nożna samobójcy. Tylko, że ci poniosą na dno dużo więcej niż siebie, pociągną też długie lata pracy nad polską kulturą.

Gorszym widmem jest przekazanie decyzyjności nowemu dyrektorowi co do organizacji Pawilonu Polskiego na Biennale w Wenecji. Wtedy smród nie będzie unosił się tylko nad Śródmieściem, ale i po trosze na świecie. Ale to dopiero przed nami.

Zapożyczenie „Zniechęty” z tytułu jest oczywiście odwołaniem do „Słowniczka artystycznego RASTRa”. Drugim wartym przytoczenia terminem jest „DUPA – skrót od nazwy Dom Upadłego Plastyka Artysty. Właściwa nazwa galerii mieszczącej się w siedzibie Związku Polskich Artystów Plastyków w Warszawie przy ul. Mazowieckiej słynnej z kompromitującego poziomu wystawianych prac (por. także BŁOTO). Błędna, drukowana na zaproszeniach nazwa brzmi Galeria DAP (Domu Artysty Plastyka)”. Cały “słowniczek” znajdziecie tutaj.

Dziękujemy za zaskakującą ponadczasowość terminologii.

Nie przegap nowych artykułów

Zapisz się na nasz newsletter.

Ta strona korzysta z plików cookies. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, zmień ustawienia przeglądarki.