Nowa krytyka – “Sztuka polityczna”, czyli Polska jako centrum sztuki ariergardowej

rzeźba prezentowana na wystawie Sztuka polityczna w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski – Kristian von Hornsleth, “Głowa”, 2019

Wszyscy znamy pojęcie awangardy, od francuskiego avant garde (fr. straż przednia). Prawica u władzy dokonuje dziś przewrotu, tworząc przestrzeń dla arrière garde (straż tylna).

Kuratorami wystawy Sztuka polityczna w warszawskim CSW są: pochodzący z Danii Jon Eirik Lundberg i obecny dyrektor Piotr Bernatowicz. Związki tego drugiego z urzędującą neosanacją nie są żadną tajemnicą. Celowo już w pierwszym zdaniu kładę nacisk na osoby zajmujące się organizacją tego przedsięwzięcia, gdyż sądzę, że można potraktować to wydarzenie artystyczne jako pewną deklarację, a wręcz manifest programowy.

Sformułowałem pięć punktów, porządkujących najważniejsze wątki, które trzeba poruszyć, podejmując się wyczerpującego skomentowania tej ekspozycji.

1. Największą̨ przysługę Piotrowi Bernatowiczowi i jego wizji CSW wyświadczają bezrefleksyjni krytycy, którzy podejmują się komentowania bez uprzedniego zapoznania się z faktyczną merytoryką wystawy. Sądzę, że sprowokowanie krzyku liberalno-lewicowej części społeczeństwa jest elementem gry prowadzonej przez kuratorów. Jej celem jest ukazanie domniemanego fanatyzmu ludzi o progresywnych poglądach. Dan Park to twórca jawnie sympatyzujący ze środowiskami skrajnie prawicowymi, opowiadający się za uwolnieniem terrorysty i mordercy Andersa Breivika. Na portfolio Parka składa się między innymi: podłożenie puszek z napisem Cyklon B pod synagogę i tworzenie wizerunków Adolfa Hitlera jako mesjasza. Wobec wulgarności i braku wartości artystycznej jego prac uważam, że zaproszenie go do CSW miało na celu prowokację do zajęcia wrogich postaw wobec całej wystawy. Park lansuje prymitywną, ksenofobiczną ideologię – nic dziwnego, że budzi to oburzenie liberalnych elit. Jego przeciwnicy dają się jednak złapać w pułapkę jałowego unoszenia się emocjami, nie angażują się w merytoryczną dysputę. Ta zresztą byłaby walką z wiatrakami – merytoryki w agresywnych pracach nie ma za wiele. „Polityczna poprawność” od dawna jest „pustym znaczącym”. To wszystko składa się na politykę tożsamości, która prawdopodobnie zdominuje program CSW za kadencji dyrektora Piotra Bernatowicza.

2. Susan Sontag w eseju O stylu pisze: W sztuce „treść” jest jakby pretekstem, wabikiem, który wciąga świadomość w zasadniczo formalne procesy transformacji. Właśnie dlatego możemy ze spokojnym sumieniem podziwiać dzieła sztuki, które pod względem „treści” wydają̨ nam się̨ nie do przyjęcia. Problem w tym, że większość́ dzieł zamieszczonych na wystawie nie prezentowała atrakcyjnych rozwiązań́ formalnych. Również̇ ich treść – która ze względu na agresję symboliczną mogłaby się̨ wydawać złożona – była atrakcyjna jedynie ze względu na sensację, jaką wzbudza poruszany temat. Większość obiektów jest pozbawiona wysokich walorów artystycznych. Można jednak potraktować te prace jako rodzaj dokumentacji nastrojów społecznych dominujących w czasach nam współczesnych. W takim ujęciu jest to znakomity zbiór i jako taki powinien trafić do Muzeum Etnograficznego. Wyjątkiem są prace Gongsan Kim. Przy użyciu nadpalonej tkaniny jutowej oraz elementów drewnianych tworzy ona obiekty niepozwalające zapomnieć o ofiarach północnokoreańskiego reżimu. Ich siła oddziaływania stanowi o wyjątkowej wartości artystycznej. Blednie ona niestety, eksponowana w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Przy tego typu obiektach potrzeba intymnego półmroku i ciszy, tymczasem kuratorzy zdecydowali się na umieszczenie ich w głównej sali, w otoczeniu innych prac.

3. Erik Korsgaard Christensen, Dan Park i Uwe Max Jensen to twórcy, których ewidentnie wyszukano w krajach Skandynawskich, aby dowieść, że „neomarksizm kulturowy” i „poprawność polityczną” można zrównywać́ z fanatyzmem, propagandą i cenzurą właściwą reżimom autorytarnym. Ich prace ewidentnie odstają̨ od reszty. Reprezentują̨ znikomą wartość artystyczną. Jak pisałem, sprawdziłyby się̨ jako dokumentacja naszych czasów w Muzeum Etnograficznym, ale nie powinny znaleźć się w Centrum Sztuki Współczesnej. 

4. Brak sztuki politycznej odnoszącej się̨ do sytuacji społeczno-politycznej w Polsce i na Węgrzech. To przemilczenie tworzy imaginarium tych krajów jako pozbawioną problemów oazę otoczoną ze wszystkich stron niebezpieczeństwami. To klasyczna strategia umacniania prawicowego mitu oblężonej twierdzy. Zdaje się, że CSW Bernatowicza skupi się właśnie na tworzeniu narracji dotyczącej pakietu światopoglądowego obecnej władzy jako jedynej gwarancji społecznego bezpieczeństwa.

5. Polska ma szansę stać się̨ europejskim centrum sztuki konserwatywnej. Niewykluczone, że ta przestrzeń wymiany idei reakcyjnych wobec progresywnego głównego nurtu może stworzyć ciekawe – a przy tym niebezpieczne i pełne napięć  – pole sztuki współczesnej, które będzie celem wielu „odrzuconych”, czy też „wyklętych” artystek i artystów z krajów bogatej północy. Pozostając na peryferiach rozwoju myśli, Polska ma szanse stać się centrum ariergardy.

magazyn malkontent

Nowy numer 3/21 już dostępny online oraz w salonach EMPiK

Nasze inne posty

Towarzystwo „Zniechęty” Sztuk Pięknych

Uwolniony od jarzma ministrowania sportem Piotr Gliński ma znowu okazję do nadania kulturze „dobrozmiennych” walorów. Wiedzieliśmy od dawna, że w budynku przy Małachowskiego nie ostanie się na kolejną kadencję dyrektorka Hanna Wróblewska.

Read More »

Nie przegap nowych artykułów

Zapisz się na nasz newsletter.

Ta strona korzysta z plików cookies. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, zmień ustawienia przeglądarki.