Malkontent w mieście

Alarm przeciwbetonowy trwa w najlepsze. Na kolejne odsłony walki z manią zalewania przestrzeni publicznych szarą masą nakłada się dyskusja o tym, co zrobić z różnymi formami niedawnej architektury. Jak zwykle – zdanie mieszkańców i specjalistów od urbanistyki i architektury liczy się najmniej.

W ostatnim numerze naszego kwartalnika pisałem o polskich przestrzeniach miejskich. Od tamtego czasu trochę się wydarzyło – wśród najważniejszych krajowych wiadomości były te o ruchu Miasto Jest Nasze. Jego działacze doprowadzili do finału sprawę bezprawnej inwestycji na warszawskich Błoniach Kamionkowskich, doprowadzając do bezprecedensowego ukarania dewelopera grzywną w wysokości 37 milionów złotych. W ostatnich dniach powołali też think tank Pracownia ZMIANY, którego pierwszym projektem są Odbetonowani. Jego celem jest zielona zmiana w przestrzeni pięciu miast: Skierniewic, Wrocławia, Białej Podlaskiej, Gdańska i Warszawy.

Jaskółki zmian w podejściu do zarządzania powoli zagnieżdżają się w codziennych serwisach newsowych. Statusu viralu doczekała się wiadomość o remoncie Alei Chopina w Dusznikach-Zdroju. Władze miejscowości poszły po rozum do głowy i zastąpiły kostkę brukową przepuszczalną nawierzchnią, pozwalającą odżyć rosnącym po bokach ścieżki drzewom. Tymczasem jedną z przyczyn oddrzewiania miast jest niszczenie ich systemów korzeniowych przez nieumiejętne prace drogowe i stosowanie asfaltu, betonu, czy kostki.

Zmiany na gorsze niestety wciąż postępują. Jednak fakt, że błyskawicznie stają się memami, dobrze świadczy o rosnącej świadomości społecznej. Tak stało się z otwarciem rynku w Janowie Podlaskim, gdzie VIP-y przecinające wstęgę natychmiast po dokonaniu rytuału pierzchnęły z rozpalonego, pozbawionego drzew placu pod najbliższy, lichy daszek. Ostatnio zaś Internet obiegło zdjęcie ostatecznego, wybitnie postmodernistycznego aktu betonozy: na betonowej patelni placu w Wieleniu stanął odlany z brązu pomnik drzewa.

O ile walka z betonozą i bezmyślną wycinką jest mało kontrowersyjną ideą, o tyle postulat zachowania niezbyt dawnej architektury wzbudza więcej emocji. Najlepiej świadczy o tym nasz tekst z ubiegłego tygodnia, w którym Mikołaj Krupa narzeka na postmodernistyczny wrocławski Solpol, czekający na rozbiórkę. To akurat architektura lat 90., ale wciąż znika też ta nieco starsza. W Warszawie rozbierane są osiedlowe pawilony handlowo-usługowe, ustępujące miejsca deweloperskim apartamentowcom. Zburzony został obiekt przy ulicy Kuflewskiej na Targówku, zaś mieszkańcy Jadwisina we Włochach walczą ze spółdzielnią o zachowanie pawilonów przy ulicy Radarowej. Budynki te są elementem założeń urbanistycznych, według których budowano peerelowskie osiedla. Miały zapewniać ich mieszkańcom dostęp do podstawowych artykułów i usług. Swoją funkcję spełniają świetnie, wpisując się w dzisiejszą koncepcję miasta 15-minutowego, mającego zapewnić mieszkańcom wszystko, co niezbędne w zasięgu podróży nie dłuższej, niż kwadrans.

Ostatnio na popularności zyskuje narracja pozytywnie oceniająca osiedla powstałe w poprzednim ustroju. Opinia publiczna zaczęła dostrzegać, że w wielu obszarach niewiele ustępują nowemu budownictwu. Czasami da się to stosunkowo łatwo nadrobić, na przykład dobudowując większe balkony przy modernizowaniu elewacji. Młodsze osiedla okazują się gorzej skomunikowane, zaopatrzone w mniejszą liczbę usług, oraz znacznie mniej zielone. Nawet agencje nieruchomości podłapały trend doceniania starych metod, żądając coraz wyższych stawek za mieszkania w blokach. Zmiana opinii nie jest jednak całościowa. Komentatorzy sprzyjający deweloperom burzącym pawilony wciąż skutecznie grają kartą “przeżytek komuny”. Pod artykułami ostrzegającymi o zakusach na zajmowane przez nie działki nie brakuje tego rodzaju głosów.

Na szczęście sprawdzone koncepcje urbanistyczne mają swoich obrońców, podobnie jak pamiątki architektury postmodernistycznej. Już wkrótce sam wcielę się w rolę takiego w naszym malkontenckim podcaście. Stay tuned!

magazyn malkontent

Nowy numer 3/21 już dostępny online oraz w salonach EMPiK

Nasze inne posty

Towarzystwo „Zniechęty” Sztuk Pięknych

Uwolniony od jarzma ministrowania sportem Piotr Gliński ma znowu okazję do nadania kulturze „dobrozmiennych” walorów. Wiedzieliśmy od dawna, że w budynku przy Małachowskiego nie ostanie się na kolejną kadencję dyrektorka Hanna Wróblewska.

Read More »

Nie przegap nowych artykułów

Zapisz się na nasz newsletter.

Ta strona korzysta z plików cookies. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, zmień ustawienia przeglądarki.