Do Solpolu to tylko plecami

Przerażające dowody zachwytu nad wolnością po ’89 doprowadziły do anarchii, która każdemu pozwalała mieć ładnie po swojemu i zrezygnowała ze spójności na rzecz dopuszczalnego eklektyzmu.

W 1986 roku wybuchł reaktor jądrowy w Czarnobylu. Pomimo prób ukrycia przez radziecką propagandę po Europie rozniosła się panika, która zmieniła podejście do energii atomowej i wyczerpała resztki zaufania do Związku Radzieckiego. Dzieci piły płyn Lugola, a dorośli w panice unikali przebywania na otwartych przestrzeniach. Ledwie dekadę później w Polsce stało się coś porównywalnego skalą, jednak pozbawione otoczki tragedii – ktoś dał architektom postmodernistycznym budżet i miejsce do budowania. W oparach tej paranoicznej tendencji w 1992 roku powstał Dom Towarowy Solpol. Nikt dzieciom nie wręczał albumów Bauhausu, dorośli nie unikali przechodzenia Świdnicką. Z jakiego powodu – do dziś nie wiadomo.

Przerażające dowody zachwytu nad wolnością po ’89 doprowadziły do anarchii, która każdemu pozwalała mieć ładnie po swojemu i zrezygnowała ze spójności na rzecz dopuszczalnego eklektyzmu.  W ten sposób powstały narodowe koszmarki, jak chociażby cała antologia dzieł Marka Budzyńskiego.

I żeby nie być zrozumianym opacznie: w znacznej części chodzi mi oczywiście o polski odłam postmodernizmu, te pstrokate framugi i krzywe narożniki. Wśród architektów postmodernistycznych są przecież takie postaci jak Rem Koolhaas, którego dzieła może nie są objawieniem dobrego smaku, jednak trzymają jakikolwiek poziom i postawione w przestrzeni publicznej nie odstraszają przechodniów.

Kluczem może być oczywiście budżet i podejście do realizowania inwestycji budowlanych. Być może Koolhas nie musiał dopasować swoich projektów do oferty miejscowych składów budowlanych, albo wątpliwego gustu klienta.

I tak, jest to część naszego dziedzictwa kulturowego. Czy tego chcemy, czy nie, te szkaradztwa powstały i należy im się zdawkowy szacunek. W bardzo prostacki sposób mam jednak ochotę wydać sąd „na chłopski rozum”. Supersam nie istnieje, Emilka leży zdemontowana i rdzewieje, a Cepelia jest pstrokatym wieszakiem na banery filmów świątecznych TVN-u. Dlaczego miałbym przypinać się do wrocławskiego Solpolu?  Jeśli wyburzymy całe nasze dziedzictwo, które jakkolwiek coś sobą reprezentowało, to dlaczego na tych gruzach ma zostać Siedząca Kura Budzyńskiego, albo Krzywy Domek w Sopocie?

Tak, pod względem postmodernizmu nie jestem patriotą. I możecie mnie wyśmiać, ale taki Solpol sprzedałbym za hot doga na Shellu. Bo na Orlenie to tylko do toalety.

zdjęcie: Lukasz Stefanski / Shutterstock.com

Magazyn malkontent

magazyn kultury, sztuki, teatru i rozmów.

Kup teraz swoją kopię!

Nie przegap nowych artykułów

Zapisz się na nasz newsletter.

Ta strona korzysta z plików cookies. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, zmień ustawienia przeglądarki.