Do finału Eurowizji już tylko 147 dni!

Odliczanie do Eurowizji trwa. Podczas gdy Włosi budują scenę, Bułgarzy wybrali już swoją reprezentację, a w ślad za nimi Grecy. Polacy wciąż jeszcze szukają tej jednej gwiazdy, która w końcu udowodni, że umiemy w muzykę. W Europie pojawiają się już pierwsze muzyczne hity, coraz więcej portali spekuluje, kto zyska tegoroczny tytuł mistrza piosenki, a eurowizyjne emocje z każdym dniem rosną.


Jak nazwa wskazuje Eurowizja to konkurs skupiający się na Europie, dlatego zobaczymy na nim reprezentacje Australii, Turcji i Izraela. Nie będziemy jednak czepliwi, ponieważ każdego roku eurowizyjne serduszko bije w ciele wielu z nas, pompując czyste szczęście. 

Eurowizyjna scena po raz pierwszy gościła wokalistów w 1956 roku i od tego czasu odbywa się niemalże nieprzerwanie. Jedynym rokiem, w którym konkurs został zawieszony był 2020 ze względu na pandemię koronawirusa. Podczas pierwszej edycji konkursu mierzyli się ze sobą wokaliści i wokalistki z Belgii, Francji, Holandii, Luksemburgu, Niemiec, Szwajcarii i Włoch, a finał rozegrał się w szwajcarskiej miejscowości Lugano. Przebieg konkursu relacjonowany był w telewizji i radiu. Pierwszy konkurs wygrała reprezentantka Szwajcarii Lys Assia, która zaśpiewała francuskojęzyczny utwór „Refrain”. Niestety nie zachowały się zapisy całego konkursu, jednak zwycięski utwór nagrany podczas bisu wokalistki na scenie można oglądać na YouTube do dziś. 

Co ciekawe utwór sam nie trafił nigdy do szerszej dystrybucji, jednak sam konkurs został ciepło przyjęty przez widzów. W kolejnym roku do rywalizacji dołączyły Dania, Wielka Brytania i Austria. Kolejne edycje konkursu zyskiwały coraz większą popularność, a z roku na rok kolejne kraje dołączały do rywalizacji. Zmieniały się zasady (dopuszczono do rywalizacji duety i zespoły), zmieniała się także jakość i styl prezentowanych utworów. Choć większość gwiazd eurowizyjnej estrady nie została zapamiętana i nie zyskała nieśmiertelnej to do wokaliści chętnie brali udział w konkursie. 


Droga do Eurowizji jest kręta i wyboista. Można być reprezentantką polski, a mimo to zaśpiewa Rafał Brzozowski. Można być Céline Dion i reprezentować Szwajcarię. Można też być jak Finowie, w duszach których gra heavy metal i konsekwentnie pokazują to światu (tudzież Europie). Cel jest jeden – zawojować radiowe listy przebojów na co najmniej jedno lato. Strategie są najróżniejsze, podobnie style jakie prezentują muzycy na scenie. Dzięki Eurowizji zespół ABBA odniósł międzynarodowy sukces (wyobraźcie sobie, że gdyby nie Eurowizja nie mielibyśmy musicalu Mamma Mia i śpiewającego Pierce’a Brosnana). Oglądając nagrania archiwalne widzimy, jak zmienia się muzyka popularna i w jaki sposób Eurowizja ewoluowała od skromnego konkursu do wielkiego show. Różne strategie przybierali także Polacy. Największy sukces jak na razie osiągnęła Edyta Górniak. Well…

Jednak wielu polskich muzyków co roku z odwagą podejmuje próbę wywalczenia pierwszego zwycięstwa. Lata mijały, a sukcesu Edzi nikt nie powtórzył, ani tym bardziej nie przebił. Słowiańskie ubijanie masła nie przypadło do gustu jurorom tak samo jak pewne trio śpiewające po niemiecku o braku granic (jak pokazuje czas koncept braku granic Polakom nadal jest obcy). W tym roku pojawiło się jednak coś czego nie spodziewał się nikt i czego eurowizyjna scena jeszcze nie widziała. Do polskich eliminacji do Konkursu Eurowizji zgłosił się zespół złożony tylko z osób głuchych. Ich kawałek Głośniej niż decybele krąży już w Internecie i bez wątpienia wywołał zamieszanie w mediach. Trzymamy za nich kciuki! Niech spadnie na nich wieczna sława i chwała, której Polacy są spragnieni od 1994 roku, gdy dołączyli do rywalizacji. 

Nie przegap nowych artykułów

Zapisz się na nasz newsletter.

Ta strona korzysta z plików cookies. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, zmień ustawienia przeglądarki.